Witam, witam. Mała obsuwa? No cóż, zdarza się każdemu, więc i mnie też. Nie jestem typem zorganizowanego szarego, któremu wszystko się chce, a wenę ma 24/7. Nie lubię pisać z przymusu, bo to ma być hobby, odskocznia, przyjemność, a pod presją nie potrafię zrobić nic tak, jakbym chciała i sama nie będę zadowolona z efektów, chociaż inni uznają to za coś dobrego. Nie i tyle. Wszystko powróciło na swoje miejsce, a ja przychodzę z nowiutkim postem. Zaczynajmy więc, start!
Każdego dnia, tygodnia i miesiąca spotykamy się z wieloma lub (jeśli jesteśmy typem szczęściarzy) paroma większymi/mniejszymi przeciwnościami losu, które nagminnie sprawiają, że nasze życie ,choć trochę się dekoloryzuje. Starając się jakoś to naprawić uciekamy się do wielu sposobów. Najprostszym i polecanym przez wielu jest zwykła rozmowa, która poza podniesieniem na duchu sprawi, że popatrzymy na problem z innej perspektywy i jakoś go zmniejszymy, ewentualnie zniwelujemy. Z kim mamy podzielić się problemami? O tak, mówię o przyjacielu. Nie takim, z którym możemy się tylko pośmiać, bo w takim razie używacie tego określenia do niewłaściwej osoby. Chodzi o kogoś, dzięki komu poczujemy się wyjątkowo, a dzień bez, chociażby jednej głupiej miny, czy rozmowy wywołującej na twojej twarzy wielki uśmiech jest uznawany za stracony.








